Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galeria rząsy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą galeria rząsy. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 13 grudnia 2010
Słowa Brata Bernarda OSB, Opata tynieckiego po wystawie Antoniego Rząsy w Tyńcu.
Wobec niepełnosprawności wiary…
Ikony bezradności
Wydaje się, jakby te rzeźby stały od zawsze w klasztornym krużganku. Dziwnie do niego pasują, choć powstały zaledwie pół wieku temu. Wobec tysiącletniej niemal historii klasztoru to tyle co nic. Coś jednak w tych rzeźbach jest – coś dostojnego i bliskiego zarazem. Nie narzucają się. Raczej stoją sobie pokornie, pogrążone we własnych myślach czy wręcz we własnym bólu. Tyle go w nich, że zostają wyzute ze wszystkiego poza bezradnością. Może dlatego są tak bliskie. Żal ich. Współczucie to za mało. Są znakiem, ikoną naszych bezradności, tego wszystkiego, co nas pokonało – i co nas przeraża. Ponieważ nie potrafimy (ze wstydu czy lęku) jej wyrazić. Ściskamy ją w sobie i tłamsimy, wyglądając w swoim wnętrzu właśnie jak te rzeźby. Nie mamy w sobie na tyle odwagi by świadomie przyjąć postawę tych rzeźbionych stworków. Choć może o to właśnie chodzi. Bólu wśród nas nie ubywa. Wręcz przeciwnie. Sposoby zaś tłumienia czy maskowania go stają się coraz bardziej wyrafinowane. Próbujemy być kimś, kim nie jesteśmy. Nie chcemy, by ta bezradność z nas wylazła. Nie chcemy być stworkami problematycznymi, smutnymi, wyobcowanymi poprzez swoją zadumę czy swój ból. To takie ryzykowne - by nie rzec groźne. Na tyle jednak mocno w nas obecne, że z wielką radością witamy te rzeźby stworków, gdy staną na naszej drodze. Z wielką radością? Może nie do końca. Przynajmniej zewnętrznie. Relacje, które tu powstają są bardzo osobiste – by nie rzec intymne. Dyskretnie, jakby wstydliwie odnajdujemy w nich całe pokłady naszej bezradności – albo przynajmniej najbardziej bolące jej punkty. W ich zastygłych gestach, fakturze i w każdym szczególe możemy dotknąć tak wielu naszych spraw. Jest to o tyle ważne, gdyż większość z nich pozostaje zazwyczaj nie nazwana. Co więcej, być może nigdy by się one nie ujawniły, gdyby nie te rzeźby. A ich spotkanie, to coś więcej niż oglądanie. Od razu wchodzą w interakcję z naszą wyobraźnią – i ze wszystkimi tymi sprawami, które gdzieś tam w głębi, zduszone czym innym – czy wręcz naszym lękiem – nas gniotą. Od razu tak wiele zaczyna się w nas dziać – co ciekawe, w pełni pokoju. Artysta – i same rzeźby – jakby na to czekały. Usuwają się natychmiast – z całą pokorą. W sumie cały czas pozostawały przecież jakby wycofane. Delikatna otoczka tytułu nawet nie ma pretensji je chronić. Jest raczej formą, w której są one „wydane” widzowi.
Nikt by się nie domyślił, że ten przykucnięty, obły stworek, z dziwną koroną na głowie to Homo sapiens. Raczej wyglądał na mocno, wręcz niemal bluźnierczo zdeformowanego Chrystusa frasobliwego. Korona – tak naprawdę podwójna: królewska i cierniowa – równie dobrze mogą zdawać się szczątkową formą błazeńskiej czapki. I jego ciało jest tak konkretne: tępa, choć tym samym jakże smutna twarz! Zwierzęcia? Gnoma? Wykrzywione nogi, szczerze obejmowane przez umęczone chwytnością dłonie. I to wychudzenie, zdradzające wszakże ślady dawnej otyłości – z uwydatnionym otworkiem pępka.
Jest też i Chrystus. Dwugłowy. I tym razem stereotyp zostaje rozbity u samych podstaw. Tajemnic a Boga – człowieka wymknęła się rzeźbiarzowi. Tak jak i nam wymyka się nasza osobowość. Jesteśmy porozdwajani. Co najmniej! Nie oznacza to brak cierpienia. Wręcz przeciwnie – właśnie tak widać tego cierpienia najwięcej, widać je najlepiej. I nie można je zbyć banalną refleksją. Musi pozostać nierozwikłane. Jak ten dwugłowy Chrystus – obraz bezradność naszej ludzkiej kondycji wobec tego, co Najważniejsze.
Brat Bernard OSB Opat tyniecki
Tekst ten zainspirowała tegoroczna wystawa rzeźb Antoniego Rząsy w krużganku Opactwa Benedyktynów w Tyńcu.
fotografie Magda Ciszewska-Rząsa
Etykiety:
Antoni Rząsa,
galeria rząsy,
homo sapiens,
rok Antoniego Rząsy,
Tyniec
piątek, 30 lipca 2010
Zapraszamy do Tyńca
Antoni Rząsa. Rzeźba
Opactwo Benedyktynów w Tyńcu
8 sierpnia - 3 października 2010
Wystawa Antoniego Rząsy w klasztorze tynieckim jest drugą organizowaną w ramach obchodów Roku Antoniego Rząsy. Te same rzeźby od 8 marca do 8 kwietnia 2010 wystawione były w murach jednej z najstarszych rzymskich bazylik - Santo Stefano Rotondo. Wystawa nosiła tytuł Il ritorno (Powrót).
W 1962 roku Antoni Rząsa odbył jedyną w swoim życiu podróż artystyczną. Przemierzył ponad 4000 kilometrów, odwiedzając najważniejsze włoskie miasta. Po powrocie do Zakopanego, poruszony tym, co zobaczył, przez pół roku nie mógł rzeźbić.
Podróż do Włoch okazała się kluczowym doświadczeniem dla twórczości Antoniego Rząsy. Pozostając wiernym swojej wrażliwości ukształtowanej przez kulturę pogranicza, artysta połączył inspirację polską sztuką ludową i prawosławnymi ikonami ze sztuką będącą źródłem europejskiej kultury chrześcijańskiej. Czerpiąc z tradycji, stworzył dzieło na wskroś nowoczesne.
Rzeźby artysty idealnie wpisują się w charakter opactwa benedyktynów w Tyńcu - najstarszego klasztoru w Polsce, stanowiącego kolebkę tradycji chrześcijańskiej na ziemiach polskich, będącego symbolem jedności Europy, w którym idea "ora et labora" (módl się i pracuj) pozostaje żywa od tysiąca lat.
(…)zarzucają mi że moja twórczość sięga wstecz 1000 lat godzę się z tem i nie godzę są wieczne prawa których ludzie zmuszeni się trzymać tak przed 4000 lat dziś i za kilka tysięcy lat gdy będą istnieć
ja w swych rzeźbach nawołuję do serca do miłości – to was uratuje, czy chcesz czy nie chcesz od cierpienia się nieuchronisz bo jeśli tak nie zaznasz radości, dlatego wielu ludzi lubi mą rzeźbę bo jest zgodna z ich filzofia dnia powszechnego.
organizatorzy: Benedyktyński Instytut Kultury, Fundacja im. Antoniego Rząsy
http://benedyktyni.eu/index.php?option=16&action=news_show&news_id=568&lang=pl
http://benedyktyni.eu/index.php?option=16&action=news_show&news_id=568&lang=pl
Etykiety:
galeria rząsy,
rok Antoniego Rząsy,
rzeźba,
Tyniec
Jarosław Mikołajewski o Antonim Rząsie
Otoczłowiek szuka ojczyzny
Po raz pierwszy zobaczyłem rzeźbę Antoniego Rząsy w Zakopanem, w Miejskiej Galerii Sztuki, w ramach cyklu wystaw jednego dzieła. Doskonale pamiętam, czemu zawdzięczam bardzo silne wrażenie, jakie wyniosłem ze spotkania z dwugłowym Chrystusem – na tyle silne, że je noszę do dzisiaj, że się rozglądam za Rząsą, że widzę Rząsę tam, gdzie go nie ma, w lasach na przykład i we wczesnochrześcijańskich kościołach, i że, wbrew pozornej nieobecności, znajduję go w miejscach nieoczekiwanych. Tym, co określiło mój stosunek do jego sztuki, była szybka rozmowa, jaką przeprowadziłem ze sobą przed tamtym ukrzyżowanym, krótkie pytanie i błyskawiczna odpowiedź, oczywista, choć trafiająca w samo serce nieoczywistości tego artysty. Dialog mój samego ze sobą brzmiał:
- Dlaczego ten Jezus jest dwugłowy?
- Bo człowiek jest w ogóle dwugłowy.
I nie musiałem sobie niczego więcej wyjaśniać.
Nie będę tłumaczył, dlaczego wierzę w dwugłowego człowieka – to byłoby o mnie, a ja wolę o Rząsie. Wolę więc uwydatnić inny akcent tamtej rozmowy ze sobą, zawarty w przyczynowo-skutkowym skrócie: „Dlaczego Jezus?” „Bo człowiek”.
Nie tyle na wzór, co we wspólnocie z wielkimi mistykami (ze świętym Franciszkiem zwłaszcza, lecz w wersji surowej, pozbawionej uczuciowej łatwizny, w jaką Biedaczyna z Asyżu bywa upychany), Antoni Rząsa znalazł w postaci Jezusa wolność wyrażania wielokształtnej, różnorodnej i emocjonalnie wszechstronnej ludzkiej niewoli i ludzkiego ciężaru. Po pierwsze niewoli ciała, jego obrysu, który sprawia na przykład, że myślimy o człowieku jako o jednogłowym stworzeniu, i który nie pozwala wymknąć się cierpieniu, wyrwać się z niego, z gwoździ, krzyża, pnia i łańcuchów do nieprzebitego powietrza, ze śmiertelnego leżenia do pionu czy choćby pod ziemię. Po drugie – poprzez sylwetkę obolałego Chrystusa ucieka Rząsa z niewoli stylu i nad tym aspektem należy się zastanowić dłużej, bo to go wyróżnia szczególnie.
Wrażeniem, które narzuca się w chwili, gdy patrzysz, ty i ja, na liczne przedstawienia Antoniego Rząsy, jest poczucie wiarygodności albo, lepiej, trafności. Chciałoby się powiedzieć, że każdy z jego Jezusów został trafiony, przećwiczony przez jakiś moment cierpienia samego rzeźbiarza. To odczucie odkrywa rozległość zaangażowania w świat, jakie dotknęło artystę. Są wśród jego przedstawień Chrystusy pokazujące momenty prywatne, intymnie, związane przypuszczalnie z chwilą i zdarzeniem, o których opowieść być może już się zatarła, nawet w domowej pamięci. Są Chrystusy pokazujące prywatność oderwaną od okazji, mniej pretekstową, za to związaną z codziennym rozeznaniem w ludzkim położeniu, w ponurych możliwościach smutku, dna, rozpaczy. Są też Chrystusy pokazujące świadomą i silną więź artysty z pokoleniem i narodem, jak wstrząsający i bardzo osobisty motyw prywatnych pomników dla poległych w Monte Cassino czy Katyniu. I wydaje się tak, że dla każdej postaci bólu, odrębnego czy współodczuwanego, lecz zawsze przeżytego autentycznie i do samych źródeł własnych arterii, Rząsa odrzucał dotychczasowe doświadczenie, dotychczasowe instrumenty pracy, przekreślał sposoby i na nowo ustanawiał chrystologiczną historię cierpienia oraz własne w niej miejsce. I właśnie przez to – przez bezustanne stwarzanie Chrystusa na nowo, nacinanego do prawdy o tym, co dojmujące – otoczłowiek Rząsy jest tak nieprzynależny, że bez przerwy szuka ojczyzny. Bo do jakiej niby sztuki, nazwanej miejscem czy stylem, miałby niby Rząsa przynależeć? Górskiej? Ludowej? Ekspresyjnej? Pobożnej? Samotnej?... Epizod włoski i ulga, z jaką artysta odnotował, że to, co pozostało do przedstawienia, już jest przedstawione przez Giotta i jego potomków, pozwoliłby szukać przynależności do artystów średniowiecza i wczesnego renesansu. Z drugiej strony ta ulga tylko na chwilę zwolniła go z wyrażania ludzkiej kruchości na własną odpowiedzialność. Jak da się wyczytać z jego zapisków, przetrwała w nim jako zmysł pracy we wspólnocie twórców ciosających do sedna, lecz każdy po swojej stronie przeogromnej pracowni. I przecież, w tej wspólnocie, nie tak już samotny, powrócił do własnej pracy.
Nie znam definicji arcydzieła, jednak czuję, kiedy chcę użyć tego pojęcia skoro nie znam lepszej definicji tego, co widzę. To słowo spływa mi niekiedy ze śliną na język na widok miejsc, ludzi i zwierząt, znacznie rzadziej sztuki i, kiedy przychodzi ta chwila, nie mam żadnych podstaw do dyskusji ze sobą. Jest wielkie to słowo, krępuję się je wypowiadać. Lecz wobec otoczłowieka w rzeźbie „Homo sapiens” Antoniego Rząsy wydaje mi się oto ono nieadekwatne, sztuczne, naciągane. Niższe. Człowiek, który jest otobykiem, Jezus-Minotaur, siedzi wciśnięty w swój punkt na ziemi jak dantejski Lucyfer w samo dno piekła, bez żadnej możliwości wyzwolenia i ruchu i tak jest człowiekiem w swoim zwierzęctwie, jak jego ból i zawstydzenie są ludzkie bestialsko. Tak jest z drewna, że jest z kamienia i ziemi, tak zmieszane i zatarte są rysy jego twarzy, że aż daje się rozpoznać w niej cechy każdego z bliskich, zapamiętanych w chwili najbliższego wzruszenia ich upokorzeniem.
Chodzi otoczłowiek Rząsy po świecie, szuka swojej ojczyzny w nas, po tym jak znalazł ją w jego pniach i gałęziach, nagiętych do ułomności. I znajduje.
Jarosław Mikołajewski / lipiec 2010
Etykiety:
Antoni Rząsa,
galeria rząsy,
Jarosław Mikołajewski,
rzeźba
środa, 28 lipca 2010
czwartek, 6 maja 2010
X BIENNALE RZEŹBY NIEPROFESJONALNEJ IM. A. RZĄSY W RZESZOWIE
Od dwudziestu lat jestem jurorem rzeszowskiego Biennale Rzeźby Nieprofesjonalnej im. Antoniego Rząsy. Nagrodą dla laureatów jest wyprawa do Zakopanego i wystawa w naszej Galerii. Co dwa lata mamy radość gościć wspaniałych twórców z Podkarpacia. Ich prace urzekają autentycznością i szczerością, są odbiciem prawdziwych radości, smutków, zauroczeń. Frasobliwy jest formą modlitwy, Madonna wyrazem szacunku dla macierzyństwa, a rzeźbione ptaszki odbiciem piękna przyrody budzącej się wiosną do życia.
Serdecznie zapraszam,
Marcin Rząsa
Marcin Rząsa
WERNISAŻ:
WTOREK 11 MAJA 2010r. O GODZINIE 18:00
GALERIA RZĄSY, UL. BOGDAŃSKIEGO 16A, ZAKOPANE
Etykiety:
biennale,
galeria rząsy,
rzeszów,
rzeźba
wtorek, 30 marca 2010
i jeszcze raz z Rzymu wspomnienie
Rzym. Oczywiście padał deszcz. Nie wiem dlaczego "oczywiście", ale czuliśmy, że tak będzie. Zbyt wiele osób zazdrościło nam podróży w kierunku wiosny. Wchodzimy do Santo Stefano Rotondo*. Wnętrze kościoła urosło znacznie od naszego poprzedniego pobytu, a raczej zmalało w mojej wyobraźni i teraz przeraziło ogromem. W kąciku bocznej kaplicy stoją cztery niepozorne skrzynki, które jeszcze trzy dni temu wypełniały całą przestrzeń dolnej galerii na Bogdańskiego. Pomału, z pietyzmem odwijamy z folii pierwszą rzeźbę.
I oto Chrystus u słupa anektuje kaplicę. Nad nim kopuła złocąca się mozaikami.
Wyjmujemy kolejne rzeźby: Chrystus i Magdalena, surowa Pieta Lotników, wdzięczna Ziemita, Homo Sapiens… Na samym dnie skrzyni spoczywa Święty Franciszek.
- Franciszku, popatrz gdzie Ty jesteś! -zawołałam. Jego zamyślone spojrzenie zdawało się być zdumione, zafascynowane miejscem do którego go przywieziono.
Zaczęła się wędrówka z miejsca na miejsce, przestawianie, przenoszenie, przesuwanie rzeźb. Tak, aby każda dostała swoje, najlepsze dla niej miejsce w zacnych progach świątyni. Aby miała akurat tyle przestrzeni ile potrzebuje. Aby wśród kolumn, łuków,fresków i mozaik czuła się dobrze, współisniała, nie była intruzem.
Dokładnie 49 lat temu, w marcu Antoni opuszczał Italię po trwającej trzy miesiące, jedynej w jego życiu podróży artystycznej. To co tu przeżył, zobaczył, czego dotknął wpłynęło bardzo silnie na jego twórczość. Tu, w Rzymie najbardziej chyba na świecie dotykamy źródeł naszej kultury, tu się rodziła i w miękki sposób rozwija się stale. Rzym jest i starożytny i nowoczesny. A fakt, że kolejne warstwy czasu nakładając się współgrają ze sobą pozwala szczególnie odczuć ciągłość naszej tradycji.
Dla Rząsy, młodego artysty, który dotychczas widział Futomę**, Zakopane, Kraków, Warszawę, wychowywał się w świecie bez telewizji, internetu, kolorowych gazet, wrażenie musiało być przytłaczające, skoro zapiera dech nam "obieżyświatom" w XXI wieku.
Siedzę w Rzymie i dzień w dzień zwiedzam ogromne to miasto, byłem nad morzem, pierwszy raz widziałem morze polskiego moża nie widziałem. Dziennie jestem w kilku kościołach widziałem wspaniałe świątynie z okresu wczesnego chrześcijaństwa byłem w pięknych kościołach romańskich, byłem w niezliczonych kościołach barokowych, kilka w śród nich są dość piękne ale w większości tych kościołów prawie nie ma miejsca na Boga są to potężne świątynie bogactwa potęgi pychy i afirmacji biologicznej wartości człowieka wypełnione bałaganem, byłem w bazylice św Piotra dwa razy potężny to gmach jest świetnym dokumentem rozumu ludzkiego, gdy byłem drugim razem zapłaciłem 150 lirów i wyszedłem na kopułe 85 m w górę jeszcze wyżej nie puszczali trudno mi opisać co za wspaniałą widać panoramę Rzymu po dachu całego gmachu bazyliki można autem jeździć co za konstrukcja dachu i wogóle całego gmachu było mi niezmiernie miło kiedy poznałem jak zbudowana jest kopuła to są dwie kopuły jedna w drugiej. Byłem w Muzeum na zamku Anioła, w muz. Sztuki Ludowej w muz kultury i cywiliz. rzymskiej, w muz w Termach Dioklecjana, w muz Etruskim w mus sztuki nowoczesnej, w muzeum w willi Borgeze w tym ostatnim widziałem płótna największych bogów w malarstwie i rzeźbie, pozostało mi jeszcze muz. Watykańskie, może jeszcze gdzie są muzea, wielokrotnie zwiedzałem ruiny starożytnego Rzymy lubię myśleć ja syn biednej wioski rzeszowskiej którą z całą dokładnością widzę tu z Rzymu ze zburzonych budowli wszechwładnych dumnych władców ówczesnego świata. Chodzę Józku po mieście i tu wiele wiele pięknych rzeczy znajduję stworzonych przez naturę człowiek czas i przypadek. Interesuje mię wszystko nie tylko rzeźba malarstwo, zabytki starożytne interesuję się bardzo architekturą nowoczesną, wczoraj zwiedzałem miasteczko olimpijskie wybudowane na rzymską olimpiadę zwiedziłem nowo wybudowane i budowane osiedla przed tem w ubiegłym tygodniu byłem na Eurze gdzie dużo architektury z czasów Musoliniego i nowoczesnej, zwiedziłem kilka stadionów sportowych z czasów Musoliniego i ostatnich, muszę przyznać Włosi są urodzonymi architektami płodni w pomysłach odważni w koncepcjach teren Rzymu ma wielkie walory budowlane Rzym jest miastem wzgórz dobry klimat wspaniała baza materiałowa i bogate zaplecze techniczne, wiedziałem nie przesadzam tak wspaniałe budowli po kilkanaście pięter że to co pisał Żeromski o szklanych domach tu jest rzeczywistością letka konstrukcja żelbetonowa szkoło plastyk i metal szlachetny, dużo używają cynku miedzi wszystkie domy są niezmiernie kolorowe to jest harmonia brył żyjąca w zgodzie z harmonią koloru. … pisał.
Po powrocie do Zakopanego nie rzeźbił przez pół roku :"Rzeźbić dalej nie mogę Józku nie brak mi koncepcji mam tyle pomysłów że rok starczy przywiozłem z Włoch masę szkiców brak mi sił, nie mam ochoty rzeźbić to mi nie daje poza zmęczeniem żadnego zadowolenia jestem po tych Włoszech jak przepity facet co na wódkę nie może patrzeć…"
…a potem narodziła się sztuka Rząsy. Sztuka dojrzałego, świadomego artysty, który nie uległ pokusie naśladowania nikogo i niczego. Świadomy własnych korzeni, świadomy żródeł naszej kultury pozostał do końca sobie wierny.
Kiedy w czerwcu 2009 zaproponowaliśmy dyrektorowi Instytutu Polskiego w Rzymie wystawę Antoniego Rząsy, nie byliśmy w stanie wyobrazić sobie jej realnie. A gdy okazało się , że dojdzie ona do skutku, rzuciliśmy się do wertowania archiwum, czytania listów z Włoch, przeglądania zgromadzonych przez Antoniego pocztówek, wertowania kapownika z włoskimi adresami , który (o cudzie!) okazał się pamiętnikiem. Podróż Antoniego Rząsy do Włoch w 1961/62 roku w mojej głowie zaczęłą przekształcać się w legendę. Tak jakbym znalazła zapiski rozbitka na bezludnej wyspie, w którego istnienie trudno uwierzyć, a namacalne dowody stały się rekwizytami z planu filmowego.
***
Wernisaż.10 marca 2010 godzina 17.00
Mimo niepogody schodzą się zacni goście. Eleganccy. Ten specyficzny typ ludzi inteligentnych, otwartych i niezwykle wrażliwych. (Spotkać ich można w każdym zakątku świata, to jakby oddzielna rasa). Czujemy dumę i TREMĘ.
Co my im tu pokazujemy? Jak zareagują Rzymianie na te rzeźby?? Czy ta spójnia rzeźb Antoniego z przestrzenią Santo Stefano Rotondo, jaką my czujemy, będzie dla nich również czytelna, czy raczej odbiorą wystawę jako "barbarzyństwo w ogrodzie"??? Wątpliwości przerywa wejście skromnego starszego pana. Jego pojawienie się wzbudza spore poruszenie wśród obecnych Polaków. Czujemy, że to ważny gość, ale jeszcze nie wiemy, że aż tak ważny dla nas. Zostajemy przedstawieni. Pan Stanisław Morawski - to ON odbierał Rząsę z lotniska w grudniu 1961 roku, on czuwał nad jego podróżą po Italii,, on pokazywał mu Rzym. " -Rząsa nie mówił ani słowa po włosku, tylko bardzo miło się uśmiechał. Wszyscy go od razu lubili i byli mu niesłychanie życzliwi." - Oto świadek. W jednej minucie fakt, który zamienił się w legendę na powrót został faktem.
po wernisażu, Pan Stanisław Morawski z Marcinem Rząsą
***
Il Ritorno - Powrót, to tytuł wystawy rzeźb Antoniego Rząsy w rzymskim kościele Santo Stefano Rotondo przy via Santo Stefano Rotondo 7. Można ją oglądać do 8 kwietnia.
Magda Ciszewska - Rząsa
*Santo Stefano Rotondo Bazylika św. Szczepana w Rzymie (wł. Basilica di Santo Stefano Rotondo al Celio), bazylika w Rzymie na wzgórzu Caelius. Jeden z najstarszych kościołów chrześcijańskich w Rzymie (powstał w latach 468-483). Charakteryzuje sie okrągłą bryła budynku (stąd rotondo we włoskiej nazwie).
Historia [edytuj] Konsekrowany przez papieża Symplicjusza pomiędzy 468 a 483. Został poświęcony świętemu Szczepanowi pierwszemu męczennikowi. Był pierwszym kościołem w Rzymie zbudowanym na okrągłym planie wzorowanym na bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. W VI wieku został upiększony przez papieży Jana I i Feliksa IV. W roku 1130 papież Innocenty II dodał dodatkowe łuki wewnątrz kościoła. W roku 1454 renowacja przeprowadzana na polecenie papieża Mikołaja V w trakcie której zostaje zamurowanych kilka z 22 okien kościoła. Wtedy też kościół zostaje przekazany zakonowi paulinów, jedynemu zakonowi węgierskiemu w Rzymie. Z tego względu kościół tez uznawany jest za nieoficjalny kościół węgierski w Rzymie. W 1579 został przejęty przez węgierskich Jezuitów.
**Futoma – wieś w Polsce położona w województwie podkarpackim, w powiecie rzeszowskim, w gminie Błażowa. Rodzinna miejscowość Antoniego Rząsy (1919 - 1980)
Historia [edytuj] Konsekrowany przez papieża Symplicjusza pomiędzy 468 a 483. Został poświęcony świętemu Szczepanowi pierwszemu męczennikowi. Był pierwszym kościołem w Rzymie zbudowanym na okrągłym planie wzorowanym na bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie. W VI wieku został upiększony przez papieży Jana I i Feliksa IV. W roku 1130 papież Innocenty II dodał dodatkowe łuki wewnątrz kościoła. W roku 1454 renowacja przeprowadzana na polecenie papieża Mikołaja V w trakcie której zostaje zamurowanych kilka z 22 okien kościoła. Wtedy też kościół zostaje przekazany zakonowi paulinów, jedynemu zakonowi węgierskiemu w Rzymie. Z tego względu kościół tez uznawany jest za nieoficjalny kościół węgierski w Rzymie. W 1579 został przejęty przez węgierskich Jezuitów.
**Futoma – wieś w Polsce położona w województwie podkarpackim, w powiecie rzeszowskim, w gminie Błażowa. Rodzinna miejscowość Antoniego Rząsy (1919 - 1980)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






















